- Kapitanie! Luk magazynowy przecieka! Główny maszt zerwany, sternik nie żyje a resztki naszych okrętów odpływają! Kapitanie! Na zęby Gaha … ! - Do krzyczącego bosmana, odwróciła się mokra od słonej wody twarz. Czarne jak czeluści otchłani włosy zakrywały zmarszczone czoło, jego głos był jak piorun w czasie ciszy. Wokół wrzała walka a abordaż jednego z pirackich okrętów stał się prawdą. Nie dało się w jego głosie wyczuć krzty strachu, w jego oczach nie było miejsca na panikę.
- Imeshia nie odpłynie. Walczymy do końca. Ustawić kusze na pomoście, strzelać na mój rozkaz, w kierunku mostków przechwytujących. Niech te morskie kundle, wejdą na mój okręt. Może i będzie to ostatnia walka, ale Hetrion mi świadkiem! Że nie będzie nikogo, kto chwalić będzie się tym zwycięstwem.
Zażarta walka trwała jeszcze z godzinę kiedy z zachodu nadciągnęła olbrzymia burza. Większość z Imeshiyjskiej floty zdołała już opuścić pole walki, pozostawiając w tyle kilka doszczętnie spalonych i zniszczonych okrętów. Straty w ludziach były olbrzymie a piracka flota zdołała zdobyć dwa statki typu „Ciężki Pielgrzym”. Imeshia tego dnia poniosła dotkliwe straty, lecz o tym wiedzą tylko ci którzy zdołali uciec w trwodze i strachu, ale nie kpt. Moljarte Blayk. On i jego okręt „Aneriia” byli ostatnimi, którzy mieli zejść z tej krwawej sceny, tego krwawego przedstawienia.
Jednak wola bogów była inna niż śmierć na swoim pięknym okręcie. Niektórzy marynarze jak i sam kapitan mieli inne przeznaczenie. Gdy nastała burza a deszcz ulewny zaczął utrudniać szermiercze wyczyny walczących, na pokładzie zaatakowanego okrętu Imeshi, sztorm przerósł najśmielsze oczekiwania. Oba okręty, połączone drabinkami i linami przygotowanymi do abordażu, chwiały się i kiwały jak szmaciane lalki na wietrze. Wtedy to zaczęły uderzać pierwsze pioruny i niszczyć ten wojenny porządek.
Pierwszy oberwał piracki statek „Martwa Mgła”. Kajuta dowódcy korsarzy buchnęła płomieniami , a sami piraci zlękli się gdy ich kapitan z wrzaskiem wpadł do oszalałego morza. Morale łamały się po obu stronach gdy w „Aneriie” uderzył kolejny piorun, podpalający jedyny ocalały maszt. W wrzawie bitwy słychać było krzyki „przekleństwo jakie!” „uciekajmy! Gaha się gniewa!”. Wtedy okazało się że wokół nie ma już innych okrętów. Wszyscy uciekli, poza dwoma statkami przytuleni do siebie jak kochankowie.
Ogień szalał wszędzie, wrzask i szczęk broni przeistoczył się w krzyki paniki i chaos ucieczki. Ranny kpt. Moljarte krzyczał do swoich „Ostańcie się na stanowiskach! Bo nie przeżyjecie! Pozostańcie na statku! Hetrion wybawi swoich wiernych żołdaków!”. Jego krzyk zagłuszany jednak był przez wszechogarniające uderzanie fal które raz za razem waliły o burtę… .
I ten dźwięk został zapamiętany przez nich wszystkich jako ostatni. W kilku sekundach nadeszła olbrzymia fala która przewróciła oba statki, wszystkich pochłonęło morze. Lecz tutaj historia się nie kończy, tutaj historia dopiero się zaczyna… .
c.d.n.